Wystąpił błąd w tym gadżecie.

29.07.2011

Zle dobrego poczatki

Pozdrawiamy z Pirotu! Jestesmy juz blisko Bulgarskiej granicy, w miejscu gdzie znajduje sie troche gor i jezioro nad ktore wkrotce sie wybieramy. Jest to jakis park narodowy czy cos;P Ale od poczatku....

W srode udalo nam sie wstac nawet wczesnie po nocnym pakowaniu i zdeterminowani chcielismy jak najszybciej wyruszyc. Niestety jako ze bylo bardzo rano kolejne godziny odjazdow przesuwaly sie i w koncu wyruszylismy o 11:10 z dworca PKS Katowice do Chabowki. Oczywisce zeby nie bylo za nudno to zanim ruszylismy kierowca przez kilkanascie minut zajmowal sie dokrecaniem kol w autobusie wzbudzajac przerazenie i powodujac dreszczyk emocji:) Wysiedlismy o 14:15 w Chabowce i niestety pogoda nie byla zbyt dobra. Lalo. Ale, niezrazeni tym faktem dzielnie lapalismy stopa. Chyba wzbudzalismy litosc, bo po paru minutach zatrzymal sie samochod, ktory zawiozl nas do Jablonki. Potem szybki stop na granice i pogaduszki z obsluga stacji na Slowacji. Po zjedzeniu "Studentskiej" poszlismy lapac stopa na Ruzemberok. Po niedlugim czasie zatrzymal sie zielony MAN na krakowskich blachach. Krzysiek, bo tak mial na imie kierowca, tego dnia jechal az na granice wegierska :) Pierwszy wielki fart w tej podrozy! Dowiedzielismy sie i zobaczylismy na wlasne oczy jak jezdza Slowacy... Porazka..
Dojezdzajac do granicy Krzysiek zadzwonil do znajomego i zdecydowal sie tego dnia dojechac do Budapesztu, ku naszej ogromnej uciesze:D Co wiecej, jechal na poludnie miasta, na wylot na Seged, co bylo nam bardzo na reke. Bedac juz prawie u celu po raz kolejny doswiadczylismy zalet CB riadia... Zostalismy plynnie przekazani w rece Staska - kierowcy tira jadacego do Serbii :D Zanosilo sie na rekord swiata w czasie przejazdu stopem przez SK i HU :)  Zanosilo, bo  w koncu do tego nie doszlo - okazalo sie ze nasz kierowca zjezdza z autostrady w pewnym momencie i odbija na mniejsza droge. Zatem wyskoczylismy z auta i poszlismy na stacje benzynowa, ktora byla w poblizu. Tam rozbiwszy namiot w uroczym otoczeniu kilku drog poszlismy sie elegancko na stacji umyc i w kimono.
Drugi dzien zaczal sie 2 godzinnym lapaniem na stacji.. sredniawka, ale oplacalo sie. Jak to mawia pewien madry czlowiek - "Kazde niepowodzenie jest nawozem sukcesu" ;), zostalismy zabrani na dobrze znana stacje przed Segedem. Ta, gdzie ZAWSZE sie lapie jadac do Serbii. Ale tym razem poszlo niezle.. Pogadalismy ze Slowakiem mieszkajacym w Wiedniu i stopujacym do Serbii a potem poszlismy lapac na wylot. Po niedlugim czasie zatrzymal sie czerwony golf na nemieckich blachach. W srodku siedziely dwie dziewczyny - (pol?)Greczynka i Niemka, obie z Berlina. Okazalo sie ze jada w kierunku... BULGARII :D Udalo nam sie pzekonac Je ze warto tego dnia dojechac az do Pirotu, mimo ze planowaly postoj w Nis-u:)

Zabralismy sie z nimi ok 550 km :D Z plecakami na kolanach ale do przodu! Greczynka udowodnila swoje poludniowe pochodzenie prowadzac auto jak miejscowa, co bylo na pograniczu szalenstwa:) Dojchalismy na miejsce wczesnym wieczorem i zaczelismy wspolnie rozgladac sie za miejscem do spania. Nie wygladalo to dobrze. Starym zwyczaejm bedac zagubionymi turystami zaczelismy pytac ludzi o camping. Oczywiscie nie bylo, ale mlodzi ludzie (mowiacy swietnie po niemiecku i niezle po angielsku) zaproponowali nam kilka miejsc do spania. Jednym z nich bylo jeziorko zaraz za miastem, gdzie bylo kapielisko. Udalismy sie tam i po przejscu otwartej furtki zaczelsmy sie rozgladac po kapielisku. Wygladalo jak opuszczone wesole miasteczko.   Byly prysznice, toalety, basen, zjezdzalnie, kosze i bramki w wodzie i... niemalze zywego ducha. Dopiero po paruset metrach spotkalismy kilku Serbow piwkujacych i dozorujacych obietku. Zapytani czy mozemy sie rozbic zareagowali bardzo przyjaznie i stalismy sie ich honorowymi goscmi. Uzylismy prysznicow i dolaczylismy do Nich z naszym upolowanym 2-litrowym Jeleniem (znana marka piwa w Serbii ;) ). Jako, ze byli oni juz w innej planszy to szybko sie zwinelismy i poszlismy spac.

Rano posiedzielismy jeszcze z nasza tymczasowa kobieca ekipa i podrzuceni przez Nie do centrum rozstalismy sie z najlepszymi zyczeniami.

Na ten moment przeczekujemy deszcz i chcemy wyruszyc nad pobliskie duze jezioro w gorach (20 km). Jutro  zostalismy zaproszeni na rafting, tylko nie pamietamy gdzie;P. Mamy nadzieje, ze pogoda sie poprawi i pojdziemy jutro na gorski spacer, a potem ruszymy w strone Istambulu.

Pozdrawiamy serdecznie!
Zyvieli!
Klyska & Piecu

PS. ENGLISH VERSION COMING SOON :)

2 komentarze:

  1. z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witajcie Worioty! :)

    Super opis przygód! Cieszę się, że jak na razie szczęście Wam sprzyja i myślę, że sam Willy Fogg byłby z Was dumny!

    Powodzenia!
    Ahoj Przygodo!

    Pozdrawiam,
    Dominik

    OdpowiedzUsuń